W górę • Bp Augustin • Bp Wycisk • Fotografie • Grota • Kronika • Słoków • Święci

SŁOKÓW

 

Niewielka miejscowość położona na Płaskowyżu Głubczyckim przy lokalnej drodze z Laskowic do Białej. Po raz pierwszy wymieniona jako Slohowicz w 1379 r. W 1819 r. dominium obejmuje w posiadanie Carl Wilhelm Ludwig von Wittenburg. Ród ten posiada zamek wraz z okolicznymi dobrami do 1945 r.

Posiadłość rycerska miała powierzchnię 902 morgów i obejmowała ziemie w sąsiednich Olbrachcicach, Nowym Browieńcu i Laskowicach (folwark przy skrzyżowaniu dróg Prudnik - Głogówek z drogą na Głub­czyce). Gospodarstwa rolników ze wsi posiadały stosunkowo mało ziemi - tylko 82 morgi.

Słoków zamieszkany był zarówno przez katolików, których było 133, jak i ewangelików - 111 (dane z końca XIX w.). Katolicy podlegali pod parafię w Nowym Browieńcu, ewangelicy chodzili do kościoła w Olszynce.

Do połowy XVIII w. wieś znajdowała się w okręgu sądowym Głogówka. Od 1742 do 1975 r. wchodziła w skład powiatu prudnickiego, do którego należy ponownie od 1999 r. (gmina Lubrza).

Por. A. Dereń, Dzieje barona Wittenburga i jego wsi, Tygodnik Prudnicki, nr 36 (511) z 7 września 2000 r., str. 13

 

KAPLICZKA-DZWONNICA

Wzniesiona w. XVIII. Barokowa. Usytuowana u wjazdu do pałacu, obok spichlerza. Murowana z cegły, otynkowana. Dwukondygnacjowa, wzniesiona na rzucie kwadratu z zaokrąglonymi narożnikami. Podziały ścian ramowe. W dolnej kondygnacji wnęka w obramieniu z kluczem i motywem kampanuli, w niej rzeźba św. Jana Nepomucena, barokowa. W górnej kondygnacji płytka nisza o ozdobnym wykroju. Gzyms koronujący profilowany. Dach czterospadowy z ośmioboczną latarnią zwieńczoną hełmem baniastym, (dawniej) kryty gontem.

 

Dzwon

Odlany został we Wrocławiu w 1768 r.  Wykonawcą był Johan Georg Krieger. Oprócz daty widoczne są na nim: krucyfiks i daj aniołowie. Średnica dzwonu wynosi 46 cm. W 1943 r. został zdjęty i z niezliczoną ilością innych przetransportowany do Hamburga na wielkie cmentarzysko dzwonów. W latach powojennych znalazł miejsce w kaplicy małej miejscowości Over, należącej do parafii Meckelfeld, w pobliżu Hamburga. Dziś znajduje się w miejscu spotkań (Begegnungstätte) – Domu Śląskim – w Heisterbacher-Rott w pobliżu Königswinter.

 

 

SPICHLERZ DWORSKI

Zbudowany w. XVIII-XIX. Murowany, otynkowany. Prostokątny, dwukondygnacjowy. Dach siodłowy kryty dachówką.

Por. Katalog zabytków sztuki w Polsce, red. T. Chrzanowski i M. Kornecki, t. 7, z. 12, Warszawa 1960, 68-69.

 

Dzieje barona Wittenburga i jego wsi

 

Słoków jest jedną z mniej znanych miejsco­wości na ziemi prudnickiej choć przecież poło­żony jest w centralnej części powiatu, niemal w środku trójkąta, którego wierzchołki tworzą trzy miasta: Prudnik, Biała i Głogówek.

Mało kto zna historię tej miejscowości, któ­ra niemal całkowicie pominięta była w mono­grafii "Ziemia Prudnicka" (1978). Jedynie folde­ry gminy Lubrza wspominają o zabytkach tego sołectwa. Tymczasem wśród starszych mówiło się o małym choć pięknym pałacyku w tej wsi, o ostatnim niemieckim baronie.

Pani Marianna Sikora, która mieszka w Słokowie, doskonale pamięta czasy przed 1945 rokiem. Gdy była jeszcze kilkunastoletnią dziewczyną opiekowała się wnuczką właściciela pałacu. Ostatnim właścicielem majątku był baron Gustav von Wittenburg. Uchodził za człowieka skromnego, nie przepadał za arystokratyczną atmosferą sąsiednich dworów. Zresztą tytuł barona był niższy od grafa, czy hrabiego. Marian­na Sikora zapamiętała go jako dobrego gospo­darza, przygotowanego do tej funkcji na stu­diach rolniczych. Majątek rycerski obejmował duży folwark w Słokowie, folwark w Laskowicach oraz pola w okolicach Olbrachcic. Najprawdo­podobniej po zajęciu Sudetów przez Niemców, jeden z synów barona otrzymał posiadłość ziem­ską z pałacem w Slezskich Pavlovicach (dziś na terenie Czech).

II wojna światowa odbiła swoje piętno na wszystkich. Do niemieckiego wojska powołano trzech synów Gustava von Wittenburg. Johennes zginął na froncie wschodnim w październi­ku 1944 r., Rudolf już po wojnie w sierpniu w 1945 r. Przeżył jedynie Carl Gustav. Baron po zamachu na Hitlera, podejrzany o udział w spi­sku został osadzony w prudnickim więzieniu.

W skutek interwencji jednego z synów, Wittenburga uwolniono. Podczas wojny na polach pracowali polscy robotnicy przymusowi. Większość mieszkańców Słokowa była Niemcami, stąd też z niepokojem oczekiwali na zbliżający się front. W sobotę 17 marca do wsi dotarł rozkaz władz niemieckich, żądający opuszczenia tych terenów przez ludność cywil­ną. W nocy z 17 na 18 marca mieszkańcy, za­bierając najcenniejsze rzeczy opuścili Słoków, kierując się na południe. W ucieczce pomocne były konie, które rozdał baron. W niedzielę rano, gdy byli już przy zabudowaniach Dytmarowa dogonili ich żołnierze Armii Czerwonej. Kilku żoł­nierzy niemieckich krzyczało, by uciekać lub chować się w piwnicach. Rozpoczął się ostrzał. Rodzinie Marianny Sikory udało się uciec w kie­runku gór, dokąd wojska radzieckie nie wkro­czyły, aż do kapitulacji Berlina. Nie wie ile osób zginęło wtedy pod Dytmarowem. Do maja prze­bywała w jednej z miejscowości na terenie póź­niejszej Czechosłowacji, kiedy władze odrodzonego państwa Czechów i Słowaków nakazały Niemcom opuścić ich teren. Zdecydowali się powrócić do Słokowa... pieszo. Pomoc znajo­mych pozwoliła na pozostanie w rodzinnej miej­scowości, choć Marianna Sikora w ogóle nie znała wtedy języka polskiego. Do dziś nie wie, czy tamta decyzja była dla niej dobra, czy nie.

A co było z baronem? Rano 18 marca na koniu przedarł się przez zamykające się okrążenie wojsk radziec­kich. Nie wrócił już jednak do Słokowa, zamiesz­kując aż do śmierci w Niemczech. Zmarł 30 marca 1961 r. w Kiel.

Por. A. Dereń, Dzieje barona Wittenburga i jego wsi, Tygodnik Prudnicki, 13.

 

RUINA PAŁACU

Zbudowany w. XVIII. Spalony 1945, Barokowy. Usytuowanym frontem ku wsch. Murowany z cegły, otynkowany. Piętrowy, częściowo na sklepionych piwnicach. Wzniesiony na rzucie prostokąta. Układ wnętrz dwutraktowych z sienią na osi i korytarzem pomiędzy traktami. W części pomieszczeń parteru sklepienia kolebkowo-krzyżowe. Elewacja frontowa jedenastoosiowa z trójosiową częścią środkową, występującą nieznacznie przed lico murów, zwieńczoną trójkątnym ściętym przyczółkiem. Narożniki ujęte boniowaniem. W części środkowej okna i wejście zamknięte łukiem spłaszczonym; portal kamienny, profilowany. Elewacja tylna dziewięcioosiowa z nowszym balkonem. Na ścianach wewnętrznych i zewnętrznych zachowana fragmentarycznie dekoracja malarska rokokowa 2. poł. w. XVIII, wykonana być może przez Franciszka Sebastiniego. Na ścianach sieni oraz w pomieszczeniu przylegającym do niej od pn. fragmenty scen figuralnych i krajobrazowych w obramieniach rokokowych. Na zewnątrz na ścianie pd. zegar słoneczny z przedstawieniem kobiety i mężczyzny w strojach 2. poł, w. XVIII na tle krajobrazu. W górnej części kompozycji uszkodzony napis zawierający chronostych.

Budynek otaczał park z rzadkimi okazami drzew, które jeszcze dziś możemy oglądać. Pro­wadziły tu alejki ozdobione kwiatami, całość uzupełniał przystrzyżony trawnik. Wokół pała­cu ustawione były kamienne ozdoby o geome­trycznych kształtach. Nieco dalej, pod skarpą znajdował się niewielki stawek, wyżej ogród za­mieniony współcześnie na orne pole. Część reprezentacyjna od strony drogi ogrodzona była solidnym płotem, dziś już mocno przerdzewia­łym. Na zapleczu pałacu, w skarpie ukryta była piwnica do przechowywania lodu. Sam pałac był podpiwniczony. Dużą część wsi zajmowały budynki folwarczne. W jednym z domów miesz­kał inspektor - zarządca dóbr. Już w latach 20-tych był nim Mandel. We wsi było przedszkole. Dzieci uczęszczały do szkoły w Laskowicach.

Dziś tylko uważny obserwator potrafiłby od­naleźć miejsce, gdzie znajdował się pałac Wittenburgów. Pozostało po nim niewielkie wynie­sienie terenu. Jak doszło do jego zniszczenia opowiada Marianna Sikora. Wyposażenie pa­łacu po wojnie zostało częściowo wyszabrowa­ne, a także wywiezione z nakazu władz. Ma­riannie Sikorze udało się uratować zdjęcia oraz ręcznie pisaną książkę, która okazała się pamiętnikiem narzeczonej Johannesa, tego któ­ry zginął na Węgrzech. 46 lat po wojnie, gdy kobieta przyjechała do Słokowa, pani Marianna wręczyła jej zagubiony pamiętnik.

Po wojnie pałac został zamieszkany przez Rosjan. W nie­znanych bliżej okolicznościach, jeszcze w 1945 r. pałac spalił się. Brak zorganizowanej straży i sprzętu pożarniczego, wszystko to spowodowa­ło, że zebrani mieszkańcy bezradnie obserwo­wali jak pałac zmienia się w zgliszcza. Po poża­rze pozostały jeszcze sklepienia budynku, na ścianach zachowały się przepiękne malowidła. Stan budynku z lat 60-tych przedstawiony był w "Katalogu Zabytków Sztuki w Polsce". Zare­jestrowanie ruin jako zabytku nie przeszkodziło jednak, by władze podjęły decyzję o wysadze­niu pałacu w powietrze. Dokonali tego saperzy z Nysy. Gruz użyto m.in. do utwardzania oko­licznych dróg. Krótko po wojnie planowano zor­ganizować w budynku pałacu szkołę rolniczą.

W niewielkim lesie, na północny - wschód Słokowa znajdują się ruiny grobowca Doroty (+ 1915) i Paula von Wittenburg (+1907), rodziców baro­na Gustava. Ceglany budynek jest dziś w kom­pletnej ruinie. Zachował się jedynie portal wej­ściowy oraz częściowo ściany.

Por. A. Dereń, Dzieje barona Wittenburga i jego wsi, Tygodnik Prudnicki, 13.

W górę • Bp Augustin • Bp Wycisk • Fotografie • Grota • Kronika • Słoków • Święci