KS. PRAŁAT    W górę

 

 Być kapłanem, to żyć dla innych...

Droga kapłańskiego posługiwania

Ks. prałata Ernesta Kubonia

 

Ile razy zapytamy człowieka powołanego, dlaczego został kapłanem, słyszymy, że odpowiedź na to pytanie jest bardzo trudna, powołany nie potrafi dać jednoznacznej odpowiedzi i często za Ojcem Świętym powtarza: „że powołanie to dar i tajemnica”, której nikt i nic do końca zgłębić nie potrafi.

W życiu każdego powołanego człowieka był taki dzień, kiedy w sercu - tak jak kiedyś Apostołowie - usłyszał słodkie zaproszenie Jezusa, „ PÓJDŹ ZA MNĄ”, to zaproszenie przed wielu laty  usłyszał także młody chłopak rodem z Boryczy Ernest Kuboń, który z miłością odpowiedział Panu Bogu: „PANIE, JEŚLI TAKA TWOJA WOLA, IDĘ ZA TOBĄ”, wstępując do Seminarium Duchownego.

Seminarium to dla każdego kandydata do kapłaństwa czas formacji religijnej, duchowej, intelektualnej i duszpasterskiej, czas dojrzewania do tego, aby w dniu święceń kapłańskich móc z niewzruszoną wiarą i wewnętrznym spokojem powiedzieć Jezusowi: „OTO JA – POŚLIJ MNIE”. Seminarium, to codzienne milczenie i wielogodzinne słuchanie, bo tylko w ciszy serca można usłyszeć dyskretny głos Jezusa w tabernakulum i w drugim człowieku.

I wreszcie ten upragniony dzień 17. czerwca 1956 roku kiedy młody diakon,  Ernest Kuboń, przez ręce ks. biskupa, staje się kapłanem na wieki, sługą Jezusa Chrystusa Najwyższego Kapłana.

Każdy nowo wyświęcony kapłan z bijącym sercem, oczekuje na pierwszą placówkę, gdzie u boku proboszcza będzie pracował nad uświęceniem dusz ludzkich, dla młodego kapłana z Boryczy, była to parafia św. Katarzyny Aleksandryjskiej, gdzie proboszczem najpierw był ks. Franciszek Haase, a następnie ks. Antoni Liszka. Jednak niedługo tam pozostał, bo już na początku 1959 r. ks. bp zamianował ks. Kubonia najpierw administratorem, a następnie proboszczem parafii Chrząstowice, gdzie pracował aż do przejścia na emeryturę tj. do dnia 19.08.2003 r.

Niełatwo w kilku zdaniach, napisać o kapłanie, który z takim poświęceniem pracował na jednej parafii prawie 45 lat. Dla młodszych i starszych, dla dzieci i młodzieży, był przede wszystkim ojcem, do którego każdy mógł przyjść, gdy był w potrzebie. W każdym człowieku widział to, co najważniejsze, nigdy nie różnicował ludzi, bez względu na to kim są i skąd pochodzą, dla każdego miał czas, nigdy nikomu nie okazywał niecierpliwości, ale zawsze mawiał, że kapłan musi mieć czas dla innych, zawsze otwarty, uśmiechnięty, zatroskany, interesujący się problemami parafian. W swojej kapłańskiej posłudze, kierował się zawsze słowami św. Jana Marii Vianeya, „że każda chwila życia musi być zawsze dobrze wykorzystana”. Pozostawił w parafii trwały pomnik wiary i pobożności swojej, ale i tych którzy byli powierzeni jego pieczy. W czasie jego proboszczowania, wyświęcono z parafii 6 kapłanów, 3 siostry złożyły śluby zakonne, wybudowano w Suchym Borze Kościół, a także należycie dbano o pozostałe budynki kościelne i plebanię. Zawsze mawiał, że dla kapłana najważniejsze jest to, aby wszystkich ludzi przyprowadzić do Chrystusa. Największą jego radością były prymicje w parafii, troską zaś, że już od paru lat nie ma żadnego kandydata w seminarium. Prosił, aby modlić się usilnie, aby mógł jeszcze dożyć przynajmniej jednych prymicji...

Na pewno  chciałoby się powiedzieć jeszcze wiele, napisać jeszcze więcej, ale niech te parę zdań wystarczy... Myślę, ze najwięcej mogli by, powiedzieć ci, którzy do ostatniego miejsca wypełnili nasz kościół parafialny i kościoły filialne w dniu 17. sierpnia 2003 r., aby pożegnać, ale przede wszystkim podziękować, za wszelkie dobro, którego chyba nikt nie potrafi zliczyć, uczynione przez ks. prałata w ciągu tych lat.

Księże prałacie życzę jako ten „ostatni” wikary, z którym przez trzy lata ksiądz współpracował, w imieniu parafian jak i swoim: Jeszcze wielu lat w zdrowiu. Niech Pan Jezus, który kiedyś powiedział: „Pójdź za mną”, nadal wspiera swoimi łaskami i Błogosławieństwem. 

 

                                                                                        Ks. Erwin Kuzaj